Polska transplantologia na światowym poziomie

Opierając swoją wiedzę wyłącznie na informacjach podawanych w dużych mediach, można dojść do wniosku, że Polska jest krajem transplantologicznych sukcesów. Rzeczywiście, mamy pojedyncze spektakularne osiągnięcia w tej dziedzinie, jednak codzienność jest szara: organów jest wciąż zbyt mało, a rodziny zmarłych w wypadkach często zażarcie walczą, by narządy nie zostały pobrane.
 Ten rok był wyjątkowy dla Polskiej transplantologii. W maju w naszym kraju po raz pierwszy przeprowadzono przeszczep twarzy, a już w grudniu wykonano drugi tego typu zabieg. Obie operacje były wyjątkowo skomplikowane i przeprowadził je zespół lekarzy z gliwickiego szpitala.

Pierwszym pacjentem był pan Grzegorz, który wymagał przeszczepu ze względu na dramatyczny wypadek przy pracy. 23 kwietnia mężczyzna stracił większą część twarzy w czasie pracy przy maszynie do cięcia kamieni. Przeprowadzenie rekonstrukcji było konieczne, by pacjent mógł żyć. Lekarze rozpoczęli nerwowe poszukiwania odpowiedniego dawcy oraz intensywne przygotowania teoretyczne. W końcu nigdy wcześniej nie wykonywano u nas tego typu zabiegów.

Mężczyzna na nową twarz czekał niemal miesiąc – zabieg przeprowadzono 15 maja. W świecie transplantologii to jednak wyjątkowo krótko. Fakt, że tak szybko udało się znaleźć odpowiedniego dawcę ze zgodnością tkankową, to niemal cud. Bardzo pomógł również fakt, że matka dawcy, 34-letniego Sławomira, uznała że zgoda na przeszczep, to jedyna droga, by śmierć jej syna nie poszła na marne.

W zupełnie innej sytuacji była 26-letnia Joanna, którą zoperowano 4 grudnia. W kilkunastogodzinnej operacji brali udział ci sami specjaliści, którzy nabrali doświadczenia przy pracy nad twarzą Grzegorza. Joanna od urodzenia cierpi na nierwiakowłókniakowatość. Schorzenie spowodowało u niej deformację twarzy. Kobieta przechodziła już wcześniej zabiegi mające na celu poprawienie jej wyglądu, jednak dopiero operacja w Gliwicach dała jej szansę na normalne życie.

Na szczególną uwagę zasługuje również Ośrodek Replantacji Kończyn w Trzebnicy. Jak sama nazwa wskazuje, placówka zajmuje się przeszczepami rąk i nóg. Jest to jedyny tego typu oddział w Polsce. Tamtejsi lekarze potrafią zdziałać cuda. Najlepszym tego dowodem jest zabieg z 2008 roku. Damianowi przeszczepiono wówczas dłoń… kobiety. Ręka fantastycznie się przyjęła i chociaż po przyjrzeniu się widać, że jej skóra jest w nieco innym odcieniu i jest starsza, nie budzi żadnych podejrzeń i zdecydowanie nie sprawia wrażania damskiej.

Jeszcze rok temu mogłoby się nam wydawać, że przeszczep twarzy w naszym kraju to odległe science fiction. Świadomość, że takie zabiegi są możliwe, podnosi naszą ogólną ocenę transplantologii i pozwala na uzyskanie dotacji, dzięki którym dziedzinę można dalej rozwijać. Trzeba jednak pamiętać, że głównym aspektem, dzięki któremu przeszczepy mogą być przeprowadzane, nie są pojedyncze sukcesy, a dostępność organów. Z tym jest u nas wciąż bardzo ciężko.

W grudniu 2013 roku na liście osób oczekujących na przeszczepy, było 1478 osób. To zaledwie o osiem osób mniej niż w styczniu 2013. Oczywiście transplantacje przeprowadza się cały czas – co miesiąc przeszczepia się około 130 narządów od zmarłych dawców, jednak tyle samo pacjentów jest wpisywanych na listy oczekujących. Sytuację nieco poprawiają przeszczepy od żywych dawców. W ubiegłym roku dzięki tej możliwości nową nerkę dostało 57 osób. Niestety, w ten sposób można wymieniać jedynie nerki i fragment wątroby.

Z czego wynika fakt, że organów wciąż brakuje? Przede wszystkim z niskiej społecznej świadomości i niechęci do udostępniania narządów ukochanej zmarłej osoby. W tej sytuacji nie pomaga prawo.

Zgodnie z Art. 6. Ustawy z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów, osoba może wyrazić sprzeciw na pośmiertne pobieranie jej narządów na trzy różne sposoby. Pierwszym z nich jest wpis w centralnym rejestrze sprzeciwów na pobranie komórek, tkanek i narządów ze zwłok ludzkich. Druga możliwość to złożenie podpisanego własnoręcznie oświadczenia. Trzecia, najbardziej kłopotliwa droga, to ustne oświadczenie złożone za życia przy co najmniej dwóch świadkach.

Dlaczego najbardziej kłopotliwa? Sprawa jest prosta. W teorii rodzina nie ma prawa nie zgodzić się na pobranie od zmarłego narządów do przeszczepu, jeżeli osoba ta nie wyraziła za życia swojego sprzeciwu. Niestety, często bywa tak, że bliscy pogrążeni w żalu twierdzą, że zostało złożone oświadczenie ustne. Nie ma żadnej drogi, by informację taką zweryfikować. Na szczęście zdarzają się takie osoby jak pani Teresa, matka zmarłego w maju Sławomira, które zdają sobie sprawę jak cenne jest ciało ich ukochanej osoby i że może uratować jeszcze komuś życie.

Inną bolączką transplantologii jest fakt, że cały czas brakuje również dawców do przeszczepu szpiku kostnego. W tej chwili w Centralnym Rejestrze Niespokrewnionych Potencjalnych Dawców Szpiku Kostnego i Krwi Pępowinowej figuruje ponad pół miliona osób. Może się wydawać, że to spora liczba, jednak znalezienie idealnego dawcy jest niezmiernie trudne. Z tego względu w ubiegłym roku dokonano zaledwie 659 pobrań.

Tutaj również, tak jak w przypadku przeszczepów od zmarłych dawców, na naszą niekorzyść działa niska świadomość społeczna. Powszechnie panuje pogląd, że pobranie szpiku to niezwykle bolesny zabieg, który przeprowadza się bez znieczulenia. Jest to nieprawdą.

W rzeczywistości komórki krwiotwórcze można pobrać na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest… filtrowanie krwi, którą pobiera się po prostu z żyły łokciowej. Ten mało inwazyjny zabieg w rzeczywistości wymaga jednak dłuższego przygotowania i jest bardziej kłopotliwy niż pobranie szpiku. Przez kilka dni przed filtracją dawca musi przyjmować specjalne zastrzyki zwiększające w krwi ilość komórek krwiotwórczych oraz codziennie badać krew pod kątem ich stężenia.

Jeżeli zdecydujemy się na pobranie szpiku z kości biodrowej, dzień wcześniej będziemy musieli udać się do szpitala. Sam zabieg potrwa 60-90 minut i zostanie wykonany pod całkowitym znieczuleniem, czyli narkozą. Po wybudzeniu jedyne ślady, które pozostają na ciele pacjenta, to nakłucia po igle. Nie ma nawet konieczności zakładania szwów.

Aby zapisać się do rejestru i znaleźć się w bazie potencjalnych dawców, wystarczy udać się do najbliższego ośrodka dawców szpiku i poddać prostemu badaniu. Listę ośrodków można znaleźć na stronie: http://www.szpik.info/.

Wszystko, co nas wstrzymuje przed wysokimi standardami w transplantologii, to nasza własna niechęć. Całą resztę już mamy: dobrą infrastrukturę i szereg specjalistów, którzy potrafią nie tylko przyszyć ucięty palec, ale dać komuś również nową twarz, a tym samym szansę na normalne życie lub życie w ogóle. Nie pozwólmy, by medialne sukcesy przesłoniły nam potrzeby. Wciąż jest wiele do zrobienia.

Marcin Łukasz Makowski | Onet.

http://www.medonet.pl/zdrowie/wiadomosci,polska-transplantologia-na-swiatowym-poziomie,artykul,1695011.html

Newsletter

Zapisz się