Polska transplantologia znów się zatrzymała, potrzebny jej nowy impuls

Polska transplantologia potrzebuje zwiększenia liczby dawców, ale i zmian systemowych w sferze finansowania i prawa. Transplantolodzy oczekują m.in. regulacji otwierających drogę do dawstwa altruistycznego, czyli umożliwiającego ofiarowanie narządów osobom niespokrewnionym.

Prof. Artur Kwiatkowski z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej, Instytut Transplantologii im. T. Orłowskiego, Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca uwagę, że wraz z postępem technologii medycznych przełamujemy kolejne bariery w transplantologii. Wdrażane są rozwiązania, które dotychczas pozostawały niedostępne.

- Dają one nadzieję na nowe lepsze życie dla wielu chorych, którzy upatrują swoich szans w zastosowaniu rozwiązań znanych dotychczas ze świata fantastyki naukowej - mówi prof. Kwiatkowski.

Przyznaje jednak, że w kraju wciąż borykamy się ze zdecydowanym niedoborem organów do przeszczepu. W efekcie nie jesteśmy w stanie wykorzystać potencjału transplantacyjnego jaki mamy, a w Polsce wykonuje się obecnie wszystkie przeszczepy, które są wykonywane na świecie, włącznie z przeszczepami twarzy, kończyn czy szpiku.

Zatrzymać spadek zmarłych dawców
W kraju jest około 400 szpitali z blokami operacyjnymi i oddziałami intensywnej terapii, które mogłyby zgłaszać narządy do pobrania. Aktywnych w tym zakresie jest jedynie 150.

- Obecnie najważniejszy zadaniem jest zatrzymanie spadku zmarłych dawców w kraju - podkreśla prof. Kwiatkowski.

Według danych Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji "Poltransplant", w 2015 r. narządy pobrano u nas od 706 zmarłych dawców, podczas gdy w 2012 r. było ich 786, w 2013 r. - 775. Spadła również liczba wszystkich wykonywanych przeszczepów: z 1546 - w 2012 r. do 1432 - w 2015 r.

Według specjalisty, piętą achillesową polskiej transplantologii jest mała liczba transplantacji od żywych dawców.

- W 2015 r. przeszczepiono w naszym kraju zaledwie 60 nerek od żywych dawców oraz 22 fragmenty wątroby. Stanowi to zaledwie 5 proc. wszystkich przeszczepów, podczas gdy w wielu innych krajach, takich jak Szwecja i Stany Zjednoczone, na takie transplantacje przypada 40 proc. wszystkich przeszczepów - wyjaśnia.

W opinii eksperta, by to zmienić potrzebna jest promocja dawstwa, ale i zmiana przepisów prawa.

Jak przekonuje dr Rafał Kieszek z Instytutu Transplantologii WUM, pewien przełom mogłaby przynieść zmiana prawa w zakresie tzw. anonimowego dawstwa altruistycznego. Takie regulacje są m.in. w USA.

Dr Beata Mierzejewska z University of Toledo wyjaśnia, że amerykańskie prawo pozwala na to, żeby od żywych dawców narządy, głównie nerki, były pobierane zarówno od bliskich, jak i osób niespokrewnionych bez zgody sądu.

- Jest to tzw. anonimowe dawstwo altruistyczne. Dzięki temu możliwe jest ofiarowanie nerki dowolnej osobie, ale i przeprowadzanie tzw. przeszczepów domino (łańcuchowych) między wieloma, nawet kilkudziesięcioma parami - opisuje dr Mierzejewska.

Ekspertka zaznacza, że przy takim dawstwie zawsze pojawia się obawa, że jest to otwieranie furtki w stronę niemoralnego wykorzystania organów, czy wręcz handlu. W jej opinii, by takie ryzyko nie występowało, konieczne jest przygotowanie specjalnych koordynatorów czy rzeczników dawców. Ich zadaniem byłoby sprawdzanie, czy potencjalny dawca przekazuje organy bez przymusu lub chęci zysku.

Świat poszerza krąg dopuszczalnych dawców
Jeden z najbardziej znanych na świecie transplantologów prof. Dorry Segev z Johns Hopkins University w Baltimore ( w 2016 r. wykonał pierwsze w Stanach Zjednoczonych operacje nerki i wątroby pobrane od zmarłych dawców z wirusem HIV, które wszczepiono osobom żyjącym z tym patogenem - przyp. red.) podkreślił, że zbyt mała liczba dawców to problem, z którym boryka się cały świat.

- Obecnie dąży się do tego, żeby zwiększyć liczbę dawców narządów, zarówno zmarłych jak i żywych, bo coraz większe jest zapotrzebowanie na przeszczepy - zaznacza.

Jak wyjaśnia, dopuszczenie wykonywania transplantacji z organami pobranymi od chorych z HIV sprawiło, że w USA będzie można w ciągu roku dodatkowo o 500 zwiększyć liczbę dawców.

- Zysk będzie podwójny, bo skróci się liczba oczekujących na przeszczep zarówno wśród osób z wirusem HIV, jak i pozostałych potencjalnych biorców. Przyszłością transplantologii jest jednak z pewnością hodowla narządów - komentuje.

Problem z pozyskaniem organów do przeszczepów sprawia, że narządy coraz częściej pobierane są także od osób starszych po 60., a nawet 70. roku życia.

- Również osoby w wieku emerytalnym mogą mieć przeszczepioną nerkę. Najstarszy dawca i biorca w naszym ośrodku mieli ponad 75 lat - komentuje prof. Kukla.

W kraju potrzeba też zmian organizacyjnych
Eksperci zwracają uwagę, że poza przepisami regulującymi kwestie pobierania narządów od każdego dawcy, nie tylko spokrewnionego czy zmarłego, potrzebne jest dobra koordynacja donacji narządów.

Jak zapowiada prof. Kwiatkowski w najbliższych dniach powołane zostanie w kraju Towarzystwo Donacji Narządów. Specjalista uważa, że w Polsce należałoby również zmienić procedurę kwalifikacji potencjalnych biorców narządów ze stacji dializ na ośrodki transplantacyjne.

- Taki system działa w USA, jak i w wiodących krajach Unii Europejskiej - podkreśla.

Prof. Aleksandra Kukla, ekspert w dziedzinie transplantologii z University of Minnesota w Minneapolis wyjaśnia, że w Stanach Zjednoczonych jest system mieszany: do przeszczepów nerek kwalifikują zarówno ośrodki transplantacyjne, jak i stacje dializ.

Jednak stacje muszą zgłosić na listę oczekujących na przeszczep każdego pacjenta natychmiast po jego przyjęciu, jeśli tylko nie ma co do tego przeciwwskazań. Potem jest to stale kontrolowane. Nie może być zatem takiej sytuacji, że chory jest dializowany i mimo tego, że kwalifikuje się do przeszczepu, nie jest jeszcze na liście osób oczekujących.

Ekspertka przyznaje, że w USA coraz częstsze są przeszczepy wyprzedzające.

- W przypadku przeszczepów nerek chodzi o przeszczep u chorych, którzy nie byli jeszcze dializowani. Okazuje się, bowiem, że tacy pacjenci osiągają wyższy wskaźnik przeżycia, rzadziej dochodzi u niech do odrzucenia organu - wyjaśnia.

Dr Kieszek zwraca uwagę, że poza niedoborem organów barierą rozwoju transplantologii jest również obecna wycena procedur na takim poziomie, że zbyt liczne przeszczepy szpitalom się nie opłacają.

- NFZ nie refunduje też chirurgii robotycznej, problemem jest ograniczony dostęp do świadczeń małoinwazyjnych, które również mogą być wykorzystywane w transplantologii – wylicza.

Transplantacja jest najlepszą metodą leczenia schyłkowej niewydolności wątroby, płuc czy serca i dużo lepszą metodą leczenia niewydolności nerek niż przewlekłe dializy. Od żywych dawców poza nerkami można pobrać fragment wątroby, płuca, a nawet trzustki.

Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Zdrowia   02 czerwca 2016

http://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Polska-transplantologia-znow-sie-zatrzymala-potrzebny-jej-nowy-impuls,162448,8,2.html

 

Newsletter

Zapisz się